ODN » e-Uczyć lepiej »
We współczesnej edukacji banałem trąci stwierdzenie, że wszelkie próby kształtowania postaw patriotycznych wśród młodzieży muszą być starannie przemyślane. Jest tak, ponieważ młodzi ludzie są niezwykle – moim zdaniem – odporni na prostą, bogoojczyźnianą propagandę głoszoną ex cathedra. Trudno jednak czasem znaleźć taką metodę prowadzenia zajęć o patriotyzmie, która będzie atrakcyjna dla młodzieży, a jednocześnie nie zakłóci niekwestionowanej przecież powagi tematu.
Podczas realizacji ścieżki patriotycznej w klasie szóstej wprowadzałam w życie różne pomysły. Praktyka pokazała, że jeden z nich doskonale się przyjął, sprawiając młodzieży – i mnie – dużo radości i przynosząc niekłamaną satysfakcję.
Kiedy na zajęciach organizacyjnych zapoznałam uczniów z tematem projektu, który brzmiał: „Miejsca pamięci narodowej w mojej miejscowości”, widziałam, jak rzedną im miny. Wyobrażałam sobie, że spodziewają się kolejnego projektu typu: wrzuć hasło w Google, wydrukuj trzy pierwsze stronki, potnij, naklej, narysuj flagi i orzełka... Nastrój poprawiał się z minuty na minutę, kiedy moi uczniowie zapoznawali się z kolejnymi punktami instrukcji do projektu. Każda grupa – wyłoniona losowo – otrzymała do opracowania jedno z bukowskich miejsc pamięci narodowej: Pomnik Bohaterów Ziemi Bukowskiej, Mogiłę Powstańców Wielkopolskich, obelisk dr Lecha Siudy, kamień upamiętniający harcerzy Szarych Szeregów walczących w II wojnie światowej.
Instrukcja opisywała także szczegółowo metody gromadzenia materiałów źródłowych do pracy, dalekie od tradycyjnego „ślęczenia nad książkami”. Poprosiłam młodych ludzi, aby pomyśleli, kto może najwięcej wiedzieć o danym zabytku czy miejscu pamięci. Ogromne było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że poza burmistrzem, który – ich zdaniem – niejako z urzędu musiał posiadać niezbędną wiedzę, nie potrafią wymienić nikogo. Był to dla mnie dość jasny sygnał, że moi uczniowie nie interesują się lokalnym życiem społecznym czy kulturalnym, że być może także w ich rodzinach nie ma zwyczaju śledzenia tego, co dzieje się najbliżej nich, w ich własnym środowisku, w ich osobistej „małej ojczyźnie”. Kiedy już udało nam się wspólnymi siłami ustalić listę bukowskich ekspertów (kierownik Muzeum Ziemi Bukowskiej, komendant hufca, burmistrz, prezes Związku Kombatantów, córka doktora Lecha Siudy, proboszcz bukowskiej parafii), młodzież przystąpiła do pracy.
Uzbrojeni w kamery, dyktafony i inny sprzęt moi uczniowie ruszyli zdobywać pierwsze szlify dziennikarskie i przeprowadzać wywiady. Była to dla nich szkoła samorządności i komunikacji interpersonalnej. Do każdego ze wskazanych ekspertów należało samodzielnie (sic!) zadzwonić, umówić się na spotkanie, uprzedzić o tematyce wywiadu i poprosić o przygotowanie materiałów. W pewnym momencie miałam nawet wątpliwości, czy nie rzuciłam ich na zbyt głęboką wodę. Podczas jednego z dyżurów projektowych wyszło bowiem na jaw, że jedna z grup udała się na wywiad bez przygotowanych pytań. Na szczęście osobowość eksperta, który wygłosił długi monolog, pozwoliła moim podopiecznym zatuszować własne nieprzygotowanie.
Efekty pracy nad projektem przerosły moje oczekiwania. Kiedy zobaczyłam kasety i płyty z minifilmami dokumentalnymi, kiedy zobaczyłam moich osobistych uczniów pijących sok w salonie księdza proboszcza, gawędzących z burmistrzem w jego gabinecie czy wpatrujących się z niekłamanym podziwem w małą staruszkę z pasją opowiadającą historię pomnika, wiedziałam, że to nie był stracony czas.
Nawet jeśli okazało się, że przygotowanie projektu, jego prezentacja i omówienie zajęły dużo więcej czasu niż przewidziałam w planie wynikowym, to jednak korzyści z takiej formy realizacji ścieżki patriotycznej były niewątpliwe. Po pierwsze, moi uczniowie mieli okazję stanąć oko w oko z ludźmi, których do tej pory widzieli z daleka podczas lokalnych uroczystości i przed którymi czuli niekłamany respekt. Samo przełamanie się przed spotkaniem z nimi było już sukcesem. Po drugie, mieli okazję sprawdzić w praktyce, jak wygląda i ile wysiłku kosztuje przeprowadzenie ciekawego wywiadu. Po trzecie musieli wcielić się w role reżyserów, montażystów, lektorów, żeby ze zgromadzonego materiału stworzyć spójną całość, wykazując się przy tym nie lada zdolnościami o charakterze „informatycznym”. Po czwarte - i może najważniejsze - zobaczyli, że patriotyzm nie musi ograniczać się do składania kwiatów pod pomnikami i wywieszania flagi. Zobaczyli wyraźnie, że to, co dla nich dzisiaj wydaje się odległą historią zamkniętą w kamiennym pomniku, dla innych jest częścią ich własnej biografii, osobistym doświadczeniem, przeżywanym tak samo jak pierwsza miłość, pierwsze dni w szkole czy pierwsze święta w nowym domu. Moment, w którym ktoś inny niż nauczyciel powiedział im: byłem tam, widziałem, przeżyłem, jestem uczestnikiem historii, uświadomił moim uczniom, że patriotyzmu nie trzeba jedynie manifestować, można i powinno się go także przeżywać. Myślę, że dzięki tej przygodzie z patriotyzmem wspólnie zrozumieliśmy, że zaczynać należy zawsze od spraw małych, najbliższych, tych, które mamy na wyciągnięcie ręki. A z tego może urodzić się coś naprawdę wielkiego. Także wielki patriotyzm.
Anna Krzemińska, nauczycielka w Szkole Podstawowej w Buku
Wychowanie patriotyczne, budowanie tożsamości, e-Uczyć lepiej 2(40)/2006