ODN » e-Uczyć lepiej »
Na ubiegłorocznym spotkaniu przedstawicieli szkolnych klubów europejskich krótki wykład wygłosił prof. Ziółkowski. Rzecz dotyczyła wspólnego istnienia różnych narodów, kultur i tradycji w jednym europejskim mega-organizmie. W pewnym momencie padło retoryczne pytanie: czy my, zgromadzeni tu – w wielkiej sali konferencyjnej, jesteśmy tolerancyjni? Dziwne, ludzie popatrzyli na siebie nawzajem. No oczywiście, że jesteśmy. Nie mamy nic przeciwko innym nacjom, popieramy prawa narodów do samostanowienia, jesteśmy za równym traktowaniem wszystkich ludzi, potępiamy chuligańskie napaści na ciemnoskórych obywateli państw europejskich. Tak, to oczywiste. W sferze deklaracji jesteśmy znakomici. Zaczyna być gorzej, jeśli nagle okazuje się, że romska rodzina zamieszka w tej samej klatce co my, w mieszkaniu tuż obok naszego, a nasze dziecko ma np. od następnego miesiąca siedzieć w jednej ławce z małym Wietnamczykiem, którego rodzice od roku handlują na pobliskim bazarze. Coś zaczyna zgrzytać, prawda? A afrykański uchodźca, który chce wynająć pokój u naszej ciotki? Przykłady można mnożyć. Prof. Ziółkowski sformułował to dobitnie: prawdziwa tolerancja polega na zaakceptowaniu tego, co tak naprawdę nam przeszkadza, czego do końca nie jesteśmy w stanie polubić. Jednak tolerujemy właśnie taką sytuację, negocjując ewentualne warunki koegzystencji. Trudne, ale możliwe.
Cała ta sytuacja głęboko zapadła mi w pamięć i uprzytomniła jednocześnie, jak trudne zadanie stoi przede mną. Zdecydowałam się poprowadzić zajęcia dla nauczycieli w ramach kursu „Tożsamość regionalna, narodowa i europejska”. Trzy spotkania, każdemu patronował inny motyw przewodni, co w sposób naturalny wynikało z tematu całego kursu. W trakcie jednego ze spotkań postanowiłam porozmawiać z nauczycielami o stereotypach i uprzedzeniach dotyczących innych narodów, wprowadzając do tematu poprzez ustalenia jak my, Polacy widzimy samych siebie i jak nas postrzegają inni. Z wniosków podsumowujących dyskusję wynikało, że jesteśmy dość sympatycznym narodem, raczej tolerancyjnym a w każdym razie z dużymi historycznymi tradycjami tolerancji i akceptacji innych. Byłam bardzo ciekawa jak się potoczy następne, przygotowane w ramach tych zajęć, ćwiczenie. Skorzystałam z materiałów opublikowanych przez Stowarzyszenie „Jeden Świat”, które były podsumowaniem realizowanego w naszym regionie projektu pt. „Antydyskryminacja na co dzień” . Publikacja zawiera cztery interesujące scenariusze warsztatów edukacyjnych. Na zajęciach z nauczycielami udało mi się zrealizować pierwszy scenariusz dotyczący stereotypów. Oczywiście część warsztatu to była symulacja, co jest częstym sposobem realizacji zajęć przygotowywanych z myślą o uczniach. Dorośli wykonują wszystkie ćwiczenia, ale mają świadomość, że to nie oni są adresatami tego przekazu. Chociaż w tym przypadku… kto wie?
Zgodnie ze scenariuszem uzgodniliśmy sobie definicję stereotypu i opowiedzieliśmy kilka anegdot związanych ze stereotypowym postrzeganiem różnych osób, np. mieszkańców Wielkopolski przez ludzi z innych regionów Polski. Następnie płynnie przeszliśmy do ćwiczenia – gry pt. „Dworzec”. Uczestnicy zostali wprowadzeni w sytuację: są pasażerami czekającymi w hali dworca na swój pociąg. Każdy z nich za moment dowie się, jaką jest postacią. Będzie miał 5-10 minut na przygotowanie sobie historyjki o sobie – kim jest, skąd i dokąd podróżuje, co go interesuje, jakie cechy osobowości warto wyeksponować. Nauczyciele wylosowali plakietki z nazwami osób, z którymi mieli się utożsamić. Ich zadanie polegało na porozmawianiu na dworcu z jak największą liczbą osób i wyciągnięciu od nich informacji, kim są i co tu robią. Po 10 minutach nastąpiła przerwa. Każda postać dostała karteczkę ze szczegółowym opisem swojej roli. Uczestnicy ponownie zostali zaproszeni do rozmów w hali dworca, tym razem z wykorzystaniem informacji otrzymanych od prowadzącego grę. Po kilku minutach skończyła się gra i wszyscy zostali zaproszeni do dyskusji. Uczestnicy spontanicznie dzielili się swoimi refleksjami. Na pytanie o samopoczucie, wielu odpowiadało, że role, jakie otrzymali były często niekomfortowe z psychicznego punktu widzenia. Trudno się dziwić: Arab, bogaty Żyd, kibic Lecha, Cyganka, bezdomny żebrak – to przykładowe postaci. Najczęściej w pierwszej części gry postać była pomyślana bardzo stereotypowo: jak cyganka to powróży, ale może coś ukradnie, więc wszyscy się od niej odsuwają. Kibic Lecha? Oczywiście młody, energiczny osiłek, o ograniczonych horyzontach myślowych, itp. Druga część gry wprowadziła niemałe zamieszanie. Role w niej opisane zupełnie wybijały wszystkich z poprzedniego toku myślenia, no bo kto to widział, żeby Cyganka skończyła stomatologię i prowadziła prywatny gabinet dentystyczny a kibic Lecha to miły starszy pan karmiący gołębie? A jednak. Długo dyskutowaliśmy o naszych nastawieniach i niebezpiecznym uleganiu utartym poglądom. Dopełnieniem dyskusji była ankieta zamieszczona na zakończenie scenariusza. Nauczyciele wypełniali ją anonimowo. Warto omówić przynajmniej ogólny jej kształt, bo nasze nauczycielskie wybory są dobrą ilustracją stwierdzenia prof. Ziółkowskiego. Bardzo trudno jest przełamać drzemiące w nas uprzedzenia, choć coraz częściej bardzo się o to staramy.
Pytanie zasadnicze ankiety brzmiało:
Czy pod wpływem pierwszego odruchu uczuciowego chętnie dopuściłbym:
jako całą grupę, a nie najlepszych lub najgorszych jej przedstawicieli, jakich znam:
do bliskiego pokrewieństwa poprzez małżeństwo w mojej rodzinie?
(skala od 1 do 5 gdzie 1 oznacza „zdecydowanie NIE” a 5 „zdecydowanie TAK”)
Takich pytań było siedem i najwięcej negatywnych emocji budzili Cyganie. Nie chcemy się z nimi bratać, nie chcemy, aby mieszkali w bliskim sąsiedztwie, nie chcemy z nimi pracować. Jednocześnie na pytanie czy należałoby którąś grupę usunąć z Polski, nie było odpowiedzi „zdecydowanie TAK”. I to jest pocieszające. Próbowaliśmy się zastanowić, jaka jest przyszłość narodów w zjednoczonej Europie. Zachowanie suwerenności narodowej nie przekreśla tolerancji dla innych wartości. Ale słuszne wydaje się być stwierdzenie, że dominujące powinny być poglądy „gospodarzy”. „Goście” przybywając do naszego kraju i mieszkając w nim, powinni akceptować wartości powszechnie uważane za ważne dla naszej społeczności.
Nauczyciele dyskutując w ramach tych zajęć stwierdzili, że materiał prezentowany na ćwiczeniach jest świetnym pomysłem na przeprowadzenie mądrych godzin wychowawczych. Rozmowa o tym, co ważne dla Polaków, o naszych narodowych wadach i zaletach, jest dobrym punktem wyjścia do uczenia tolerancji, zrozumienia dla innych postaw, poszanowania cudzych punktów widzenia, ale i obrony własnej tożsamości. Nie o to chodzi, abyśmy przystawali na wszystko, co oferuje świat, abyśmy godzili się na niewygodne kompromisy. Nie sądzę, aby młode pokolenie Polaków rozmyło się w wielokulturowości europejskiej, co wieszczą nam niektórzy pesymiści. Mądre pokazywanie różnic między narodami może wzmocnić poczucie wartości młodych ludzi. Świadomość własnej tożsamości jest dla nich, startujących w dorosłe życie, dobrym bagażem. I rozmawiając z nimi o takich sprawach niekoniecznie musimy im ogłaszać, że oto właśnie odbyli lekcję wychowania patriotycznego.
Iwona Wysocka
Wychowanie patriotyczne, budowanie tożsamości, e-Uczyć lepiej 2(40)/2006