ODN » e-Uczyć lepiej »
Patriotyzm, wychowanie patriotyczne i podobne zwroty utraciły siłę wyrazu w naszych czasach. Używane często, dla osiągnięcia określonych, bieżących celów politycznych, nieco spowszedniały. Jak w takim razie nauczyć miłości do Ojczyzny? Czy w ogóle można nauczyć miłości? Dlaczego należy kochać swój kraj?
Jest kilka pytań, które ludzie (myślący) zadają sobie od zarania dziejów. Kim jesteśmy, po co jesteśmy i dokąd zmierzamy? Dwa ostatnie pytania pozostaną w sferze dywagacji filozoficznych, ale na pierwsze możemy poszukać odpowiedzi. Jesteśmy Polakami, narodem zamieszkującym od ponad tysiąca lat tereny Europy Środkowej, mamy własny język, kulturę i religię. Zachowanie naszej własnej tożsamości i odrębności wydaje się zadaniem wielkiej wagi, bo jest odpowiedzią na jedno z pytań zasadniczych – kim jesteśmy.
Czy taka postawa jest właściwa dla obywatela zjednoczonej Europy? Jak najbardziej. Unia Europejska wydaje się być bardziej konstrukcją polityczną i gospodarczą niż ideologiczną, tak więc zachowanie odrębności kulturowej nie będzie miało wpływu na jej funkcjonowanie.
Historia Europy to historia wojen, podbojów, zdobywców i przegranych, a ponieważ liczy sobie ponad 2000 lat, to pomimo idei zjednoczeniowej lepiej zostańmy przy starych wzorcach Imperium Romanum. Przy wzorcu silnego państwa chronionego przez liczną i dobrze wyposażoną armię. I tak doszliśmy do problemu ochrony granic państwa.
Młodzież niespecjalnie garnie się do służby wojskowej, bo jest ciężka, niekomfortowa i nie można na niej wiele zarobić. No i taka właśnie ma być, bo jest obowiązkiem a nie alternatywą, jest spłatą długu wobec wcześniej pełniących tę służbę i zobowiązaniem dla tych, którzy będą to robić później. A co z ludźmi o innych poglądach i z wyznawcami innych niż katolicka religii?
Od czasów wspólnoty plemiennej ochrona pobratymców była bezwzględnym priorytetem i pozostała nim do dzisiaj. Chociaż ponad 90% Polaków to katolicy, którym nie wolno zabijać bliźniego (5-nie zabijaj), to każdy kapelan pobłogosławi obrońcę ojczyzny idącego na wojnę.
Wydaje się wiec, że moralny nakaz obrony ojczyzny jest bardziej zakorzeniony w świadomości ludzkiej niż nakazy religijne i żadna z grup społecznych nie może go lekceważyć.
Czy wpadliśmy w ton nacjonalistyczny? Odrobinę tak, ale armia pozbawiona nacjonalizmu nie będzie armią, tylko siłami porządkowymi na usługach partii rządzącej lub wojskiem zaciężnym w służbie płatnika. Ludzie broniący granic muszą wiedzieć za jaką ideę mają umierać i w obronie jakich wartości.
Niektóre aktualnie modne ideologie kwestionują słuszność posiadania sił zbrojnych i są przeciw prowadzeniu wojen, czyli są utopijne. Idee tak samo piękne jak i nierealne, bo wojowanie jest wpisane w naturę człowieka, czy nam się to podoba, czy też nie. Począwszy od wojny trojańskiej przez Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara, Napoleona do inwazji na Irak, konflikty zbrojne zawsze towarzyszyły człowiekowi i nic nie wskazuje, żeby coś miało się zmienić.
Jak w takim razie traktować mniejszości narodowe zamieszkujące terytorium Rzeczpospolitej? To dość złożona kwestia i ostatnio dość głośna. Moim skromnym zdaniem, jeżeli osoba nie będąca Polakiem przebywa na terenie naszego kraju, to jest naszym gościem, a ponieważ jesteśmy gościnni, to ktoś taki ma dużo praw i przywilejów i żadnych obowiązków. Natomiast, jeżeli ta sama osoba decyduje się dobrowolnie (generalnie z powodów ekonomicznych) przyjąć obywatelstwo polskie, to posiada takie same obowiązki jak wszyscy Polacy, a jednym z nich jest obowiązek wychowania patriotycznego. Możemy tolerować odrębności kulturowe o ile mieszczą się one w granicach naszych obyczajów.
Jeżeli ktoś pragnie zachować swoją rdzenną kulturę, religię, filozofię i obyczaje, to powinien pozostać w miejscu swego urodzenia.
Istnieje też pomysł ogólnoświatowej wioski, czyli zjednoczenia wszystkich ludzi we wspólnym dążeniu do świetlanej przyszłości, bez granic, wojen i różnic narodowościowych.
Odnoszę wrażenie, że znamy to z historii i nie mamy dobrych wspomnień. Czy świat nie miał się zjednoczyć pod egidą jedynie słusznego ustroju socjalistycznego, albo w granicach tysiącletniej III Rzeszy? Jeżeli nawet następna próba miałaby pozytywne zakończenie, to jaką mamy gwarancję, że nie pojawi się w końcu Uzurpator-Tyran mający ochotę na rządzenie światem?
Nasza tradycja, kultura, tysiącletnia historia, obyczaje, zasady moralne, nasza tożsamość narodowa są pewnym gwarantem zachowania człowieczeństwa w nadchodzących czasach, więc nie możemy o nich zapomnieć.
Patriotyzmu nie można nauczyć na kilku lekcjach, można natomiast starać się uzmysłowić młodym ludziom ogromne znaczenie odnalezienia i zachowania własnej tożsamości.
Dorota Janicka - nauczycielka nauczania zintegrowanego SP 74 w Poznaniu
Wychowanie patriotyczne, budowanie tożsamości, e-Uczyć lepiej 2(40)/2006